Maria Wiercińska
Przywracanie pamięci
Dorobek Marii z Serkowskich Wiercińskiej i Edmunda Wiercińskiego to nieocenione dziedzictwo dla historii polskiego teatru.
Ich działalność często jest analizowana łącznie, ze względu na wspólne korzenie tkwiące w Reducie Osterwy, wyznawane wartości estetyczne i etyczne, a przede wszystkim z powodu łączącej ich relacji osobistej – przez 30 lat byli małżeństwem. A przecież, choć wiele łączyło Marię i Edmunda, to jednak każde z nich podążało własną drogą zawodową, zachowując twórczą autonomię i pracując na własne, choć wspólne, nazwisko.
Ten artykuł poświęcony jest Marii Wiercińskiej.
Opowieść o Edmundzie Wiercińskim znajdziesz tutaj. Możesz ją przeczytać niezależnie albo podążać za linkami, które znajdziesz w dalszej części opowieści o Marii.
Teatr jako narzędzie zmiany
Maria Wiercińska należała do grona twórczyń i twórców ukształtowanych przez Redutę Juliusza Osterwy. Teatr był dla niej nie tylko przestrzenią aktywności artystycznej, ale także moralnego zobowiązania wobec jednostki i wspólnoty. Na drodze samodzielnych poszukiwań odkryła, że teatr może też być narzędziem edukacyjnym. Aktorka, pedagożka i współtwórczyni przemian teatralnych XX wieku, przez całe życie pozostawała wierna przekonaniu, że teatr powinien kształtować wrażliwość społeczną i duchową od najmłodszych lat.
W czasie wojny współtworzyła konspiracyjne życie teatralne, po wojnie uczestniczyła w odbudowie polskiej kultury scenicznej, poczynając od podstaw, czyli od edukacji. Reprezentowała typ artystki oddanej pracy organicznej: pedagogicznej, zespołowej, formacyjnej, współtworzyła i inspirowała środowisko ludzi, którzy podobnie jak ona, widzieli teatr nie tylko jako zawód, lecz także skuteczne narzędzie wpływania na otoczenie. Z pasją rozwijała sztukę żywego słowa oraz zajmowała się edukacją zawodową aktorów. Swoje doświadczenia zebrała w kilku publikacjach, w których wiele uwagi poświęciła pracy teatralnej z dziećmi i propagowaniu wiedzy na temat możliwości wychowawczych i dydaktycznych teatru, dając podwaliny pod nowoczesną pedagogikę teatru.
Nieraz bywałam na obchodach i przedstawieniach szkolnych i prawie zawsze wracałam z nich z uczuciem zdziwienia i rozczarowania. Jakże tak podatny i wrażliwy materiał, jak dziecko zmienia się w czasie podpisów czy pokazów w bezduszną nakręconą maszynkę. Dlaczego tak jest? Pokaz. Co to oznacza? Przecież dziś nie może on już mieć charakteru dawniejszych popisów szkolnych. Pokaz powinien być zademonstrowaniem całorocznej, a może nawet wieloletniej pracy. Mogliby więc wychowawcy mieć tu ogromne pole do działania. Tą drogą przecież można pobudzać w dziecku wyobraźnię myśl i uczucie, wyrabiać poczucie estetyki i zespołowości i wydobywać tkwiące w każdym dziecku możliwości twórcze.
Początki
Maria urodziła się w Łodzi w 1902 roku. Jej ojciec prowadził przy Piotrowskiej pracownię chemiczno-bakteriologiczną, wytwarzającą szczepionki i surowice. W 1907 roku przeniósł praktykę do Warszawy. Państwo Serkowscy wychowywali swoje trzy córki – Maria była z nich najmłodsza – w duchu nowoczesnego patriotyzmu. Najstarsza Janina (po mężu Morawska) działała w komitecie redakcyjnym „Pro Arte et Studio”, napisała kilka utworów dramatycznych i kilkadziesiąt słuchowisk radiowych, w czasie wojny należała do AK, po wojnie była kierowniczką literacką Teatrów Miejskich w Warszawie, a następnie Teatru Lalki i Aktora w Poznaniu; Zofia (Woyzbuna, po drugim mężu Romańska) wychowała troje dzieci, które również należały do AK, Maria – dzięki kontaktom siostry – od najmłodszych lat miała kontakt z warszawskim środowiskiem artystycznym, już jako nastolatka korespondowała z Janem Lechoniem.
Ukończyła renomowane, postępowe gimnazjum Cecylii Plater-Zyberkówny. W 1921roku rozpoczęła naukę na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Warszawskiego, równocześnie kształciła się na Kursach Wokalno-Dramatycznych Heleny Józefy Hryniewieckiej i brała udział w spotkaniach studenckiego Koła Sztuki Dramatycznej, prowadzonego przez Edmunda Wiercińskiego. W kolejnym roku porzuciła filozofię i wraz z grupą osób z Koła, wśród których był też Edmund, wstąpiła do Reduty. Latem 1925 roku wzięła ślub z Wiercińskim, przyjmując jego nazwisko. Oboje odeszli z Reduty w 1927 roku i związali się z Leonem Schillerem, grając w teatrach Łodzi, Lwowa i Warszawy. W ciągu czternastu lat zagrała w ponad sześćdziesięciu spektaklach, zwracając uwagę krytyków talentem recytatorskim.
Wybór drogi
Maria, zainteresowana nie tylko praktyką, ale też teorią teatru, w 1934 roku zrezygnowała z kariery aktorskiej koncentrując się na działalności recytatorskiej i pedagogicznej. W sezonie 1934/35 objęła reżyserię i kierownictwo artystyczne działu poranków poetyckich, organizowanych przez studenckie Koło Polonistów Uniwersytetu Warszawskiego. Samodzielnie zorganizowała kilkadziesiąt czytań wierszy i prozy w teatrach, klubach literackich i artystycznych, w domach związkowych i więzieniach w całej Polsce. Brała udział w wieczorach autorskich wielu poetów i prozaików czytając ich utwory. Uczyła plastyki ruchowej i tanecznej na kursach wakacyjnych, m.in. w Krzemieńcu (1934), Radzyminie (1937), Pszczynie (1938). Prowadziła zajęcia z mówienia wiersza w warszawskim Państwowym Instytucie Sztuki Teatralnej. W 1935 roku w radiu wyemitowano „Niebezpieczne życie” – słuchowisko autorstwa i w reżyserii Marii. Sztuka zyskała uznanie i weszła do historii polskiego teatru radiowego, doczekując się powojennych realizacji, m.in. w 1947 roku oraz w Teatrze Polskiego Radia w sierpniu 1972 roku. Swoimi doświadczeniami Maria dzieliła się publikując artykuły i recenzje na temat sztuki żywego słowa i teatru szkolnego w „Pionie”, „Teatrze w Szkole” i „Scenie Polskiej”.
Nasze drogie artystyczne nie były identyczne. Pasją Edmunda był teatr poetycki (jako reżyser debiutował w 1927 roku „Snem” Felicji Kruszewskiej), mnie interesowały przede wszystkim sztuki tak zwane „aktorskie”, realistyczne – Ibsen, Strindberg, Czechow. Mimo to mieliśmy wiele wspólnych przemyśleń, dyskusji, doświadczeń tak dla mnie korzystnych w późniejszych samodzielnych poczynaniach twórczych.
Milczeć czy działać?
Podczas II wojny światowej pracowała w Warszawie jako nauczycielka w Szkole Mechanicznej R. Wolframa gdzie uczyła języka polskiego i bezpieczeństwa pracy (prawdopodobnie co drugi tydzień dwie godziny) oraz w Miejskiej Szkole Baletowej, gdzie prowadziła zajęcia z techniki wyrazistości scenicznej. Dzięki stałemu zatrudnieniu miała niewielkie regularne wynagrodzenie, ale dużo ważniejszy był dostęp do kartek żywnościowych i kenkarta zapewniająca ochronę przed wywózką na roboty przymusowe. Budżet, trzyosobowej już wówczas rodziny, ratowała prowadząc w różnych szkołach zajęcia świetlicowe i udzielając prywatnych lekcji recytacji.
Maria Wiercińska popierała okupacyjny bojkot niemieckich instytucji kultury, ale jednocześnie uważała, że czas wojenny nie może zostać zmarnowany. Jednoznacznie opowiadała się za działaniem. Wykładała recytację na wszystkich kursach podziemnego Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej. Zorganizowała około sto pięćdziesiąt tajnych poranków i wieczorów poetyckich w szkołach i prywatnych mieszkaniach w Warszawie i poza nią. W swoją pracę włączała nie tylko aktorki i aktorów z dorobkiem, jak Elżbieta Barszczewska, Zofia Małynicz, Marian Wyrzykowski, Jan Kreczmar (nota bene wszyscy związani z Teatrem Polskim w Warszawie), ale też studentki i studentów PIST-u, między innymi Andrzeja Łapickiego i Zofię Mrozowską. Szacuje się, że ze swoimi konspiracyjnymi spektaklami Wiercińska dotarła do siedmiotysięcznej widowni. Po wojnie osiadała wraz z mężem i córką w Łodzi, gdzie zamierzała kontynuować pracę na rzecz promowania słowa i poezji.
W cieniu „Elektry”
Historia Sceny Poetyckiej przy Teatrze Wojska Polskiego w Łodzi bywa najczęściej opowiadana przez nazwiska Edmunda Wiercińskiego, Bohdana Korzeniewskiego i Teresy Roszkowskiej. Maria Wiercińska pojawia się zwykle na drugim planie, jakby mimochodem, w przypisie do działalności męża. A przecież z krótkich, rozproszonych śladów wyłania się postać wyraźnie osobna, związana z ideą Sceny Poetyckiej nie przez towarzyskie czy rodzinne powiązania, lecz przez własną pracę i wrażliwość teatralną.
W czasie, gdy wokół prowadzonej przez Wiercińskiego Sceny Poetyckiej i jej pierwszej premiery – „Elektry” narastał spór polityczny, Maria Wiercińska prowadziła Estradę Poetycką działającą również przy Teatrze Wojska Polskiego. Estrada nie była dodatkiem organizacyjnym sceny dramatycznej. Stanowiła osobny obszar pracy nad słowem i obecnością poezji w przestrzeni publicznej. W powojennej rzeczywistości, zdominowanej przez problemy administracyjne i akademickie spory o kształt „nowej” sztuki, działalność taka mogła wydawać się czymś ubocznym, może nawet niepraktycznym. Tymczasem właśnie w pracy Marii ujawniała się jedna z najważniejszych intuicji całego środowiska: przekonanie, że po katastrofie wojny trzeba odbudować także wrażliwość społeczną i język duchowego doświadczenia.
Dwa zrealizowane w Łodzi wieczory poetyckie „Na gruzach dom” i „Listy Chopina” dobrze pokazują charakter pracy Marii Wiercińskiej. Recytacja wierszy i czytanie prozy, obecność muzyki, kameralna forma spotkania artystów z widzami – wszystko to miało swój niepowtarzalny charakter, wywiedziony z przedwojennych i okupacyjnych artystycznych doświadczeń Marii. Jeśli teatr Wiercińskiego w „Elektrze” zmierzał ku wielkiej formie, działalność Marii Wiercińskiej wydaje się skierowana ku pracy subtelniejszej: ku odzyskiwaniu możliwości wspólnego słuchania i rozumienia poezji po doświadczeniu wojennego terroru.
To właśnie ta osobność została szybko przez władze zdefiniowana jako podejrzana. Ataki wymierzone w Scenę Poetycką i Estradę Poetycką dotyczyły nie tylko estetyki, lecz samej idei autonomicznej kultury. Zarzut „mistycyzmu” powracał nieprzypadkowo. Oznaczał nieufność wobec sztuki, która nie chciała być wyłącznie narzędziem politycznej mobilizacji. Maria Wiercińska znalazła się w centrum tego sporu nie jako bierna obserwatorka, ale jako osoba prowadząca własną, zaangażowaną działalność artystyczną.
Skromność Marii, jej świadome pozostawanie w cieniu męża, sprawiło, że nie narosła wokół jej pracy legenda podobna do tej, jaką otoczona jest premiera „Elektry”. Tym ciekawsze wydaje się przyglądanie tej mniej widowiskowej, bardziej intymnej, ale równie niezależnej przestrzeni powojennej działalności artystycznej.
Własna przestrzeń
Na warszawską uczelnię (PIST przemianowany na PWST) powróciła w 1953 roku i przez blisko dwadzieścia lat prowadziła tam zajęcia ze studentami wydziału aktorskiego i reżyserii. Reżyserowała spektakle dyplomowe. Pełniła też funkcję dziekana wydziału aktorskiego. Uzyskała stopień profesora nadzwyczajnego i zwyczajnego. W 1966 roku otrzymała Nagrodę Ministra Kultury i Sztuki za działalność pedagogiczną. Do jej wychowanków należeli m.in.: Zbigniew Zapasiewicz, Jan Kobuszewski, Krzysztof Kowalewski, Elżbieta Czyżewska, Piotr Fronczewski, Andrzej Seweryn.
Oficjalnie potwierdziła uprawnienia reżyserskie. Reżyserowała w zawodowych teatrach warszawskich i poza Warszawą, będąc wierną redutowym zasadom: pracy zespołowej, pracy nad warsztatem aktorskim, szacunkowi dla słowa, szacunkowi dla autora, ale też dyscyplinie.
Dla mnie tekst autora jest zobowiązujący. Owszem, szukam w nim, starając się wydobyć wszystko, co jest ukryte, niewidoczne z zwierzchniej warstwy, ale wystrzegam się wszelkich nadbudówek, czyli wszystkiego tego, co wprawdzie (zdarza się) jest efektowne, ale czego autor wcale nie powiedział. Ni słowem, ni myślą.
Teatr Polski w Warszawie
Od 1 lipca 1952 roku była reżyserką Teatru Polskiego w Warszawie. Pracę zainaugurowała pamiętną inscenizacją „Wujaszka Wani” (prem. 24 stycznia 1953 w Teatrze Kameralnym). W Polskim przygotowała niemało wybitnych premier: m.in.
„Dom kobiet” Nałkowskiej, „Lato w Nohant” Iwaszkiewicza, „Matkę” Čapka, „Norę” Ibsena, „Trąd w pałacu sprawiedliwości” Bettiego, „Dom Bernardy Alby” Lorki, „Tak jest, jak się państwu zdaje” Pirandalla. Gościnnie reżyserowała również w innych teatrach: Teatrze Nowej Warszawy i Ateneum (1953), Teatrze im. Osterwy w Lublinie (1958), czterokrotnie w Teatrze im. Jaracza w Łodzi (1961–63). Reżyserowała też spektakle dla Teatru Telewizji.
Jej działalność reżyserska w Teatrze Polskim w Warszawie przypadła na okres szczególny: od schyłku socrealizmu, przez polityczną „odwilż” 1956 roku, po pierwsze symptomy przemian. W tak burzliwych czasach Wiercińska konsekwentnie budowała swój model teatru oparty na kulturze słowa i pogłębionej warsztatowo pracy z aktorem. Zainteresowanie „żywym słowem” sprawiło, że w spektaklach szczególną wagę przywiązywała do dykcji i rytmu. Recenzenci zauważali, że prowadzi zespół aktorski z wielką wrażliwością, skutecznie rugując wszelką pretensjonalność i sentymentalizm. Interesowały ją teksty, w których można było połączyć refleksję moralną z kulturą literacką, może dlatego najchętniej sięgała po klasykę polską i europejską. Jej inscenizacje w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych wspierały prestiż Teatru Polskiego w Warszawie jako sceny klasycznego repertuaru.
W 1963 rozstała się z Teatrem Polskim w niejasnych okolicznościach. Decyzja dyrektora Stanisława Balickiego o jej zwolnieniu stała się nawet przedmiotem polemik prasowych. Głos zabrał na ten temat krytyk i historyk teatru Edward Csató, przytaczając fragment listu dyrektora Balickiego do Wiercińskiej: „Propozycje estetyki i stylistyki teatralnej, reprezentowane przez koleżankę, nie mieszczą się w głównym nurcie rozwoju osobowości artystycznej i filozoficzno-politycznej Teatru Polskiego”. Zdanie to Csató uznał za „frazesy nieprzyjemne i krzywdzące” obraźliwe dla reżyserki, która stworzyła w Polskim wiele spektakli „powszechnie uznanych za najbardziej udane inscenizacje tego teatru”.
Reżyseria to omijanie powierzchownej poprawności, która leży w zasięgu ręki. Nic właściwie nie można jej zarzucić, prócz tego, że jest konwencjonalna, zbanalizowana i płytka. Moim zadaniem i ambicją jest skierowanie aktora na to, co nazywam niespodzianką, to jest podskórną warstwą słowa, której na pierwszy rzut oka nie widać. To szukanie i odnajdywanie głębszej, ciekawszej treści stanowi wspólne źródło radości oraz satysfakcji reżysera i aktora.
15 grudnia 1973 roku w łódzkim Teatrze im. Stefana Jaracza odbyła się premiera ostatniego spektaklu wyreżyserowanego przez Marię Wiercińską. Od debiutu reżyserskiego w 1951 roku stworzyła ponad czterdzieści przedstawień na scenach dramatycznych.
Maria umarła 11 grudnia 1976 roku. Została pochowana obok męża. Uroczystość była skromna. Tadeusz Byrski w czasopiśmie „Więź” wspominał: Rzecz zdumiewająca, że na pogrzebie tej zasłużonej pracownicy teatralnej, chyba jednej z najstarszych pedagogów szkoły teatralnej, tej, która prowadziła tę pracę jeszcze w warunkach podziemia teatralnego, nikt ze szkolnictwa nie pożegnał koleżanki i nikt nie uczcił słowem odejścia członka ZASP – bądź co bądź nietuzinkowego. Zresztą dyrekcja Teatru Polskiego też nie zaznaczyła swojej obecności.”

